Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Złodziej też ma prawo się zakochać. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Złodziej też ma prawo się zakochać. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 30 stycznia 2014

"Złodziej też ma prawo się zakochać" Rozdział 10

Złodzieje wbiegli do budynku wojskowego, rozglądając się po pustym pomieszczeniu i chłodnych kamiennych ścianach. Nie było tu wojska, więc bez przeszkód weszli do korytarza, gdzie znajdowało się kilkanaście drzwi. Ewan kazał dokładnie przeszukać pokoje, a sam podszedł do drewnianych schodów na piętro
            - Idę na górę, sprawdzić dokładnie dół. Nie pokazujcie mi się na piętrze.
            - Tak jest bracie! – krzyknęli.
Blondyn ruszył na piętro, powolnym krokiem mijał kolejne zamknięte pokoje. Gdy usłyszał trzask za sobą, nawet nie myśląc wyjął miecz i machnął nim do tyłu, przecinając jakieś ciało.
Gdy się odwrócił zobaczył jak na ziemię pada młody chłopak, był uzbrojony.
            - To na pewno giermek, cholera. Szkoda chłopaka.
Ewan podniósł ciało chłopca, by móc spojrzeć mu w twarz. Dzieciak miał ciężki oddech, a drewnianą podłogę zalewała jego krew. Blondyn zdziwił się patrząc mu w oczy. Mimo iż umierał, giermek był szczęśliwy.
            - Dlaczego? – zapytał ze zdziwieniem blondyn.
            - Bo zginąłem w walce. – zdołał wydusić z siebie chłopak, po czym jego oczy straciły duszę a jego oddech zamarł. Ewan spojrzał w bok, i zamknął mu oczy.
Pomodlił się nad ciałem i ruszył w dalsze poszukiwania. Towarzyszył mu tylko zimny podmuch wiatru, obijający się o puste szare ściany. Naglę dotarł do niego krzyk. To była Ortensia. Blondyn niewiele myśląc dobrał miecz i ruszył w kierunku krzyku. Dobiegł do zamkniętych drzwi. Zaczął uderzać w nie całym ciałem, ale nie puszczały. Po kilku minutach udało mu się, drzwi wypadły z zawiasów, a Ewan wpadł do środka.
Pod ścianą stał przerażony Francis z płaczącą Ortensią. Gdy blondyn się przyjrzał, zauważył że blondynka ma przy szyi sztylet. Blondyn spojrzał zimno na bruneta.
            - Czego chcesz, za wypuszczenie jej?
Oficer rozejrzał się po pokoju i nerwowo się zaśmiał.
            - Ha, ja mam wszystko. Ale… no może w tym momencie nie mam nic… - Mężczyzna nadal rozglądał się, jakby szukał wsparcia, bądź drogi ucieczki. – Gdzie twoi ludzie?
            - Na dole. Czekają… - warknął wrogo Ewan, po czym spojrzał na Ortensie i uśmiechnął się by ją uspokoić. Ta przestała się już tak wiercić. – Więc czego chcesz?
            - Masz się poddać.
Blondyn rzucił miecz na ziemię. I spojrzał na oficera, który wypuścił blondynkę i za zakładnika wziął Ewana. W nerwach zapomniał o jednym. Blondynka chwyciła za krzesło znajdujące się obok niej i szybkim ruchem rozbiła je na głowię  Francisa. Ten opadł na ziemie jęcząc i kwicząc z bólu, niczym świnia która idzie do ubojni. Ewan spojrzał na niego, jak ten próbuje wstać ale kopnął go w brzuch. Oficer leżał zwijając się z bólu, a dostawał nowe kopniaki.

W końcu Ortensia złapała za rękę blondyna by ten przestał. On tylko spojrzał na nią i spuścił wzrok.
            - Przepraszam. – wyszeptał.
            - Za co?
            - Naraziłem cię na niebezpieczeństwo. – z oczu blondyna zaczęły kapać łzy.
            - Nie, nie narażałeś mnie. Ale ocaliłeś. – dziewczyna przytuliła się do Ewana.
            - Kocham cię… - wyszeptał jej do ucha. Ortensia zaczęła płakać.
            - Ja też! – krzyknęła – Też cię kocham!
Blondyn przybliżył się do jej twarzy i pocałował ją. Po chwili złapał ją za rękę i zapytał.
            - Czy chcesz być ze mną?
Ona z łzami w oczach powiedziała
            - Tak, chce.
Ewan pociągnął ją ze sobą do swoich ludzi i stając przed nimi krzyknął
            - Jam jest brat gildii złodziei, a od dziś to będzie siostra!
Złodzieje ze zdziwieniem popatrzyli na tą parę. Ale z szeregu wyrwał się Kian.
            - Chwałą bratu Ewanowi i siostrze Ortensii!
            - Chwała! – odpowiedzieli
Blondyn spojrzał na ukochaną i powiedział.
            - Teraz będziemy razem. – po czym ją pocałował.


Notatka Autora, czyli mnie ^^:
To jest koniec pierwszej opowieści na moim blogu. Nie uważam ją za coś dobrego,  jest raczej przeciętna. Zaczynam nowy projekt. Mam nadzieje że się wam spodobają. ^^

P.S. Nie wiem kiedy będzie nowy post z opowiadaniem, ale może wykombinuje coś krótkiego.

czwartek, 16 stycznia 2014

"Złodziej też ma prawo się zakochać" Rozdział 9

Mija miesiąc, od kiedy Ewan został pojmany. Cały ten czas siedział w lochu, o chlebie i wodzie. Mógł tylko spojrzeć przez małe okno z kratami, na niebo.
            - I tak się cieszę że, że jej to powiedziałem. – uśmiechał się, co denerwowało strażników.
W końcu nadszedł dzień egzekucji. Do lochów przyszła umięśniona postać, z założonym czarnym kapturem, wraz z dwoma rycerzami.
            - To jest twój kat. – zaśmiał się jeden.
            - Liczę na udaną współpracę. – odezwała się umięśniona postać.
Ewan również się uśmiechnął
            - Ja też na to liczę, ale to będzie krótka znajomość…
Strażnicy wraz z katem zaczęli się śmiać.
            - Widać że i tobie humor dopisuje, nawet na scenie śmierci.
            - Trzeba być optymistą. – wyszeptał.
Rycerzy zabrali Ewana i zaprowadzili go do szubienicy. Na placu powieszeń zebrało się wielu ludzi. Głównie tych którzy kiedykolwiek zostali okradzeni, krzyczących na blondyna. Ewan rozejrzał się, na jednym z balkonów stał Francis wraz z Gubernatorem, więc gdzieś powinna być Ortensia. Blondyn ostatni raz spojrzał na ludzi przed nim, dostrzegł grupę aktorów.
Uśmiechając się zamkną oczy, a za sobą usłyszał znajomy głos mówiący
            - Czekajcie chce coś zrobić.
Blondyn otworzył oczy i zobaczył Edwarda, osobistego rycerza Ostensi, który nachylił się nad uchem herszta.
            - Ostensia jest w tym budynku, szykuj się…
Rycerz wyją miecz i przeciął sznury na rękach i nogach skazańca, wręczając mu drugi miecz. Aktorzy zrzucili maski i wyjęli broń. Rozpoczęła się walka pomiędzy kilkunastoma złodziejami i królewskimi rycerzami.

Panika wśród zebranych pomagała złodziejom. Rycerze próbując dojść do wroga ginęli, padali na ziemię od ciosów zadawanych z za pleców. Kat swoim toporem próbował trafić Ewana, który skakał po platformie jak tancerz na scenie. Gdy wbił swoją katowską broń w platformę, blondyn bez większych problemów wskoczył na nią i przebił gardło umięśnionego mężczyzny. Gdy padł na ziemie nastała cisza, strażnicy leżeli martwi bądź ranni. Na placu zostali jedynie złodzieje, Ewan staną przed nimi i krzyknął
            - Jak już tutaj dotarliśmy to ruszajmy na Francisa!
A podlegli mu wojownicy wykrzyczeli radośnie, jednym tonem
            - Na Francisa! 

niedziela, 5 stycznia 2014

"Złodziej też ma prawo się zakochać" Rozdział 8

Mijają kolejne godziny, rozmowy pomiędzy dwójką młodych ludzi ciągnęły się w nieskończoność. Ewan wziął głęboki wdech i uklęknął przed Ortensią
            - Ortensio, kocham cię. – powiedział. Ona zaczerwieniła się i przytuliła głowę chłopaka do swego brzucha.
            - Ja też. Ja też cię kocham! – krzyknęła
            - Miło słyszeć, że tak zachowuje się moja przyszła żona… - usłyszeli głos za pleców.
Gdy się odwrócili zobaczyli piętnastu ludzi, w tym jeden oficer, brunet o błękitnych oczach.
            - Więc kim jesteś? Kochanku mojej narzeczonej? – powiedział wrogim tonem.
            - Ty jesteś Francis? Ten który zabił Rudiego?
            - Nie ty tu zadajesz pytania. Ale tak to ja.
            - Jestem następcą Rudiego…
Brunet skiną palcem, a jego ludzie pojmali herszta bandytów.
            - Nie! Zostaw go! – krzyczała blondynka.
Oficer spoliczkował dziewczynę.
            - Cicho bądź. Nie masz tu głosu…
Ewan wyrwał się z rąk rycerzy i wyjmując sztylet przecina dwóch rycerzy krzycząc
            - Zabije cię śmieciu!
            - Nie zabijać, musimy go mieć żywcem! – krzyczał Francis.
Kolejni rycerze próbowali zatrzymać opętanego herszta. Przeciął kolejnych dwóch wojów, po czym został powalony na ziemię, a na niego rzuciło się i przygniotło sześciu rycerzy. Oficer przykucną przy nim i spojrzał mu w oczy.
            - I co teraz? – zapytał sarkastycznie.
Zdenerwowany herszt spod wszystkich leżących na nim ludzi, wyciągnął rękę i złapał za szyję Francisa. Który przerażony z dużą siłą uderzył w rękę herszta. Ewan zaczął krzyczeć z bólu, gdyż jego ręka została złamana.
            - Zabiję cię. Za Rudiego, za Ortensie i za mnie… - wyszeptał po czym zemdlał z wycieczenia.

piątek, 3 stycznia 2014

"Złodziej też ma prawo się zakochać" Rozdział 7

Dorożka wyjechała na opustoszone łąki. Ewan zszedł z stanowiska kierowcy i otworzył drzwi do wozu. Ujrzał drobną blondynkę, która z przerażeniem w oczach płakała. Złodziej złapał ją za włosy i wyprowadził z wozu i rzucił na trawę.
            - Kim jesteś?
            - Jestem Bratem…
            - Bratem? Zaraz czy nie masz na imię Rudi?
            - Skąd… skąd ty znasz jego imię? – powiedział Ewan z zdziwieniem w głosie. – Nie, Rudi nie żyje. Zabił go twój przyszły mąż.
Dziewczyną, już spokojniejszym głosem powiedziała
            - A chłopak imieniem Ewan wciąż żyje?
Blondyn przypomniał sobie, skąd ją znał. To Ortensia pomyślał.
            - Żyje. I ma się dobrze…
            - Tyle chciałam przed śmiercią się dowiedzieć… - dziewczyna uśmiechnęła się do aktora.
Ewan sięgnął pod płaszcz, dziewczyna zamknęła oczy myśląc o śmierci. Lecz gdy po chwili otworzyła je, ujrzała chustkę. Spojrzała szybko na złodzieja i wyszeptała
            - Ewan… to ty?
On się zaśmiał i zdjął maskę.
            - Tak to ja.
Dziewczyna rzuciła się na szyje chłopaka. Z radością na twarzy, tak że jej łzy smutku, zamieniły się na szczęścia.
            - Tęskniłam… - wyszeptała do ucha.
            - Nie boisz się mnie?
            - Ty mnie nie skrzywdzisz…
Blondyn przytulił dziewczynę.
            - Cztery lata. Jak się zmieniłaś.
Ostensia przejechała dłonią po twarzy Ewana
            - A jak ty… co się stało po mojej ucieczce.
Na jego twarzy zagościł smutek. Chłopak szybko rozwiązał płaszcz i suną go na ziemię, zdejmując przy tym koszule. Po czym odwrócił się plecami do blondynki, która otworzyła szeroko oczy. Delikatnie musnęła chłopaka po wielkich bliznach. Gdy Brat odwrócił się, w jego ramiona z płaczem wleciała Ortensia szepcząc cały czas
            - Przepraszam…
On natomiast pogłaskał ją po głowię i wyszeptał do ucha
            - Nie masz za co…

wtorek, 31 grudnia 2013

"Złodziej też ma prawo się zakochać" Rozdział 6

Ewan zebrał najlepszych złodziei i uzbroił ich w miecze i kuszę. Każdy miał założoną maskę aktora z teatru, oraz długi czarny płaszcz. Przed gotowymi ludźmi staną blondyn. Przeleciał wzrokiem po każdym z obecnych i z uśmiechem powiedział
            - No panowie, jak wiecie jestem Bratem. Ale poprzedni Brat zginą z rąk oficera milicji Francisa. Oraz jak się domyślacie idziemy się zemścić. Dziś popołudniu jego przyszła żona będzie jechała przez wschodnią bramę, czyli najbiedniejsze tereny miasta. Porwiemy ją i ukarzemy! Za zbrodnię męża! A potem, przyjdzie czas na samego oficera! – Mówił radośnie do swoich ludzi, którzy odpowiedzieli jednym głosem
            - Za zbrodnie męża! W imię gildii!
Grupa dwunastu złodziei i sześciu kuszników wyszło na ulicę Warton. Cała broń była schowana pod płaszczami. Jak przechodzili pomiędzy domami, ludzie mijali ich z myślą że to są zwykli aktorzy. Po godzinie marszu kusznicy weszli na dachy budynków a złodzieje się schowali w zaułkach, jedynie Ewan staną na środku drogi. Naglę na horyzoncie pojawiła się dorożka z czterema jeźdźcami. Gdy zbliżyła się do blondyna z wozu wyszedł mężczyzna, o dłuższych złotych włosach i oczach takiego samego koloru.
            - Kim jesteś!? – krzyknął, lecz gdy nie usłyszał odpowiedzi wyjął miecz i zbliżył się do złodzieja. Ewan wyjął swój miecz, rycerz spojrzał na ostrze przeciwnika.
            - Więc to ty okradłeś pana Juliusza, właściciela wielu włości?
Złodziej nadal nie powiedział nawet słowa, rycerz skinął palcem i z koni zeszli wojownicy.
            - I co aktorzyno? Nas jest pięciu, a ty jeden.
Ewan nie będąc dłużny, wezwał swoich złodziei którzy stanęli za przywódcą uzbrojeni w miecze.
            - I co… rycerzyku… nas dwunastu a was pięciu. – zaśmiał się spod maski.
            - Wy i te wasze brudne zagrywki. Czego chcecie za przejazd?
Brat skierował palec ku wozowi wykrzykując
            - Dziewczynę!
            - Po moim trupię! – odezwał się rycerz. Ruszając wraz z swoimi wojownikami na złodziei
            - No to niech zacznie się przedstawienie!
Miecznicy Ewana pobiegli na wroga, lecz nie walczyli a tylko odbijali ciosy. Gdy jeden sparował atak wojownika królewskiego drugi powalał go na ziemię, wiążąc mu ręce i nogi. Jedynie złotowłosy rycerz nie dawał się powalić, Złodzieje stworzyli dookoła niego okrąg, a do środka wszedł Ewan. W pustych uliczkach było słychać jedynie brzdęk uderzających o siebie mieczy. Walka pomiędzy dowódcami, była zacięta. Gdy jeden atakował drugi oskakiwał próbując kontratakować. Ten pojedynek można było porównać do pokazu tańca, na wystawnym dworze, ale stawka toczyła się o coś ważniejszego. Ale naglę blondyn upadł na ziemię, a gdy rycerz chciał go dobić, usłyszał syk bełtu. I nim unik zrobił padł ranny na ziemię.

Ewan wstał i szybkim tonem powiedział
            - Zagnieść mu chleba z pajęczyną. Nie dajmy mu umrzeć jak psu. Opatrzeć go i schować się. Ja się zajmę dziewczyną.
Ludzie posłusznie wykonali rozkaz Brata. Który po chwili wszedł na powóz i biorąc lejce do rąk pojechał za miasto.

poniedziałek, 30 grudnia 2013

"Złodziej też ma prawo się zakochać" Rozdział 5

Mijają cztery lata. Ewan jako kare za pomoc Ortensji został poddany biczu, przez co na plecach została mu duża blizna, od tamtej chwili nie widział ani nie słyszał o blondynce. A pozostała mu jedynie biała chustę, którą zawszę trzymał przy sercu. Przez ten czas, blondyn został okrzykniętym najlepszym ze złodziei. Podczas porannego treningu odwiedził go Rudi.
            - Jak się trzymasz? – zapytał z lekkim żalem.
            - Pytasz jak blizna sprzed czterech lat?. – Brat wziął głęboki wdech i powiedział.
            - Wiesz że musiałem…
            - Rany nawet po latach bolą! – Ewan stał z podłogi.
            - Ech… to nie ma sensu. Dobra idę na akcje… -
Blondyn założył koszulę. I wyszedł na korytarz. Zorientował się że jest noc. Po zrobieniu kilku kroków, odwrócił się do tyłu.
            - Po co za mną łazisz Kian?
            - Rudi mnie poprosił. Mam cię pilnować. – odpowiedziała czarna postać
            - Nie musisz, idę spać. – uśmiechnął się do kruczego chłopca.
Po czym wszedł do sypialni, położył się i usnął. Nad ranem obudziły go krzyki, chłopak o niczym nie wiedząc zerwał się z łózka i zabrał swój miecz, który rok temu od wysoko postawionego członka szlachty ukradł. Wbiegł do owalnej Sali, gdzie wszyscy się zebrali. Na środku stał Lewis, który stał na pudle by było go lepiej widać.
            - Niestety. Rudi nie żyje… - wszyscy zebrani zamarli.
            - Musimy natychmiast wybrać nowego Brata! – zawołał
Wzrok wszystkich skierował się na Ewana.
            - Co! Ja!? – odpowiedział zdziwionym głosem.
            - Jesteś najlepszy z nas! – powiedział jeden z zebranych.
            - Ech… on by tego chciał. – mruczał pod nosem – no dobra! – warknął na koniec. Zebrani podnieśli blondyna i zaczęli go podrzucać. Krzycząc jednym głosem
            - Umarł brat! Niech żyje brat!
Po godzinie Ewan podszedł do Lewisa, który wyruszył wcześniej na akcję z zmarłym Rudim.
            - Kto to zrobił? – blondyn miał żądzę mordu w oczach.
            - A co zamierzasz zrobić? – lekko przerażony szatyn.
            - Zabije…
            - Stary dobry Ewan. Oficer wojsk miejskich. Francis… - na twarzy obydwóch pojawił się złowrogi uśmiech.

piątek, 27 grudnia 2013

"Złodziej też ma prawo się zakochać" Rozdział 4

Kiedy noc zapadła, blondyn po cichu wstał z swojego posłania i opuścił w pełnej ciszy wspólne sypialnie. Zrobił parę kroków kiedy usłyszał znajomy głos za sobą
            - Myślisz że pozwolę ci to zrobić? -
Ewan odwrócił się i zobaczył Kiana.
            - Przez twoje włosy trudną cię w ciemności zobaczyć. -
            - Bardzo śmieszne. Wracaj do łóżka. -
            - Po moim trupie. – warknął.
Kruczy chłopiec podbiegł do blondyna, chcąc go uderzyć. Lecz ten zrobił unik i powalił chłopca. Szybkimi ruchami związał ręce przyjaciela i zakneblował go.
            - Wybacz, ale ty tego nie zrozumiesz… -
Czerwonooki chłopiec skradając się doszedł do zamkniętego pokoju. Ale przy drzwiach stał piętnastoletni strażnik. Ewan podszedł trochę bliżej, kiedy został zauważony.
            - Kto idzie!? – zapytał wrogo
            - Szybko! Zachodnie wejście! Ktoś obcy! -
Strażnik zerwał się i pobiegł tam gdzie mówił blondyn, który podszedł do drzwi i wyłamał sztyletem zamek. Powoli je otworzył, ujrzał przerażoną dziewczynę. Która jak zobaczyła chłopca zaczęła płakać i szybko przytuliła się do niego.
            - Cicho. Wszystko będzie dobrze. – przycisną jej głowę do swojej piersi.
            - Tu jest tak ciemno. -
            - Już dobrze, teraz chodź. Uciekamy. – powiedział stanowczo.
Chłopak chwycił za rękę dziewczyny i pociągnął ją za sobą. Usłyszał z tyłu głos Rudiego, więc przyśpieszył. Dobiegł z Ortensią do jednego z trzech wejść. Spojrzał na nią, złapał za jej ramiona i powiedział
            - Zapomnij co tu widziałaś. -
            - Jak masz na imię? -
            - Ewan. Teraz uciekaj. -
            - Ewan, może pójdziesz ze mną. Mój tata na pewno pozwoli ci u nas mieszkać. -
            - To miłe z twojej strony. Ale moje miejsce jest tutaj… -
            - Chciałabym cię pocałować… ale mam wybranego już męża. Przyjmij chociaż tą chustkę. – Ortensia podarowała blondynowi białą chusteczkę z inicjałami dziewczyny. Ewan uśmiechnął się z łzami w oczach i przytulił dziewczynę.
            - Proszę cię, teraz uciekaj… -
Blondynka posłuchała chłopca i uciekła. 

czwartek, 26 grudnia 2013

"Złodziej też ma prawo się zakochać" Rozdział 3

Ewan pomógł wstać Ortensi i zapoznał ją z przyjaciółmi. Kian od razu zasugerował by zabrać ją do Rudiego.
            - Kto to … ten Rudi? – zapytała trochę nieśmiało.
            - Nasz starszy brat. – powiedział dumnie Lewis.
            - Starszy brat? -
            - On się nami opiekuję… - warknął Ewan.
            - Aaa… i wy tak żyjecie w kanałach? – dziewczyna pytała się o wszystko. Mimo iż przed chwilą chcieli ją zgwałcić, i była świadkiem morderstwa zachowywała się bardzo spokojnie. Po krótkiej wędrówce dotarli do okrągłego pomieszczenia. Gdzie siedział zdenerwowany Rudi. Gdy zobaczył zakrwawionego Ewana, zerwał się z krzesła i podbiegł do niego przytulając chłopca. Po chwili wymacał go by zobaczyć czy ma jaką ranę.
            - Ewan! Co się stało?! – pytał zdenerwowany.
            - Uratowałem tą dziewczynę. – odpowiedział spokojnie blondyn.
            - A ta krew!? -
            - To krew martwego strażnika. – Czerwonooki chłopak przeleciał wzrokiem po obecnych. Którzy z bladymi twarzami na niego patrzyli.
            - Ty … kogoś … zabiłeś? – wyjękiwał Rudi.
            - Tak, w jej obronie. – zarumienił się blondyn.
            - Kim jesteś? – zapytał łysy, dziewczynę.
            - Jestem Ortensia…-
            - A dokładniej? – Rudi skiną palcem, by dwóch strażników podeszło do nich.
            - Jestem córką gubernatora… -
            - Dosyć! Zabrać ją i zamknąć! – krzyczał brat.
            - Nie! Dlaczego! – awanturował się blondyn.
            - Zażądamy okupu! -
Jeden z starszych złodziei zabrał dziewczynę a drugi trzymał Ewana, gdyż ten awanturował się i atakował Rudiego.
            - Ewana zanieść do pokoju! I pilnować aż się uspokoi! – zdenerwowany Rudi usiadł i złapał się za swoją łysą głowę. Gdy wszyscy wyszli zaczął cicho płakać…

wtorek, 24 grudnia 2013

"Złodziej też ma prawo się zakochać" Rozdział 2

Chłopcy udali się do kanału. Przy wejściu podawali sobie sakwy i zdobycze, które trzymali w rękach. Na samej górze stał Ewan, który podawał sakwy. Gdy miał już schodzić, z wąskiej drogi prowadzonej wzdłuż drogi usłyszał krzyk. Natychmiast zostawił sakwę i ruszył w kierunku wołania o pomoc. Szybko wbiegł w ciemną uliczkę i dostrzegł dwóch strażników miejskich, którzy próbują rozebrać jakąś dziewczynkę o długich blond włosach. Chłopak nie wahając się podniósł leżący obok niego kamień i rzucił w stronę strażników. Lecący przedmiot uderzył prosto w twarz jednego z oprawców, który zostawił dziewczynkę w rękach drugiego wojownika, który zamiast niej wolał paczyć co zrobi jego kolega. A sam szedł w kierunku blondyna. Gdy stał już przy nim, schylił się i spojrzał na dzieciaka.
            - Myślisz że to jest śmieszne? – zapytał ze zdenerwowaniem. Gdy nie usłyszał odpowiedzi chwycił za koszule młodzieńca i podniósł go do góry. I z pianą na ustach zapytał się jeszcze raz
            - Uważasz że to jest śmieszne! – Ewan uśmiechnął się, powodując większe zdenerwowanie strażnika, który miał już wyciągać broń. Lecz upuścił chłopca, a sam padł na kolana. Blondyn przeciął mu gardło swoim sztyletem. Spojrzał na drugiego mężczyznę z żądzą mordu w oczach
            - Takie zwierzęta, powinno się usuwać. -
Opryskany krwią chłopak zrobił kilka kroków w stronę dziewczynki i strażnika, który zszokowany i przerażony postawą chłopca zaczął płakać po czym uciekł.

Blondyn podszedł do dziewczyny, wystawił do niej dłoń i powiedział
            - Wszystko w porządku? Możesz wstać? -
            - Czy ty go… - wyjęknęła zszokowana blondynka. W tym momencie Ewan mógł się jej przyjrzeć. Zobaczył że posiada ona piękne zielone oczy. Wiadome był że nie pochodzi z biedniejszych stref.
            - Musiałem. – odpowiedział.
Nagle rozbrzmiał krzyk strażników, dowiedzieli się oni o śmierci jednego z nich. Blondyn złapał dziewczynę za rękę, podniósł i razem z nią biegł do wejścia do kanału. Za ich plecami wybiegł uzbrojony strażnik. Przyśpieszając tempa, para skręciła w stronę kanału i zanim wojownik wybiegł z uliczki oni byli już bezpieczni w zamkniętym kanale. Zadyszany chłopak zapytał się blondynki
            - Jam masz na imię? – uśmiechnął się do niej.
            - Ortensia… - odpowiedziała.



poniedziałek, 23 grudnia 2013

"Złodziej też ma prawo się zakochać" Rozdział 1

W podziemiach, blondyn poszedł na spotkanie. Wraz z swoimi przyjaciółmi. Niebieskookim szatynem o imieniu Lewis i chłopcem posiadającym krucze włosy i szare oczy. Jego imię to Kian. Mieli oni iść na spotkanie z głową podziemi łysym chłopakiem z piwnymi oczami. Miał on na imię Rudi White nazywany Bratem, był on najstarszy z całych podziemi. Miał bowiem 17 lat.
Ewan wszedł do okrągłej Sali, gdzie wszyscy czekali na niego. Skiną głową na przywitanie i usiadł na krześle, obok przyjaciół. W tym momencie Rudi wstał, spojrzał na każdego z obecnych, westchnął i powiedział
            - Wiem że macie tylko po dwanaście lat, ale mamy coraz mniej ludzi a żyć trzeba za coś. Jestem zmuszony wysłać was na kradzież. Nie macie okradać ludzi z pieniędzy, lecz stoiska z jedzeniem. – chłopak podrapał się po swojej łysej głowie. Z trudem mówił młodym chłopcom co mają zrobić. – Normalnie wiecie że na pierwsze misje złodziejskie wysyłam czternastolatków, a młodszych na mniejsze prace ale nie mamy innego wyboru. -
Chłopcy się ucieszyli że mogą się wykazać, lecz martwiła ich mina Rudiego.
            - Bracie, nie musisz się martwić. Damy radę. – powiedział radośnie Kian.
            - Wiem ale muszę wam dać to… - łysy chłopak dał młodym sakwę. Lewis wziął ją i otworzył. Na jego twarzy zawidniał uśmiech. Zapytany co jest w środku wyją ich pierwsze sztylety. Wszyscy chłopcy się ucieszyli z tego. A Rudi się lekko zasmucił.
            - Używajcie ich z rozwagą. – westchnął i wyszedł z owalnej Sali spotkań.


Chłopcy zabrali puste sakwy a sztylety schowali pod koszule, i wyszli z kanału. Miasto mimo wojny tętniło życiem. Mieszkańcy z pobliskich wsi z chęcią przyjeżdżali na rynek sprzedając swoje wyroby i plony. Wiele osób nie myślało że tacy mali chłopcy mogli by kraść. Kian podszedł do jednego z stoisk, i schylony wrzucał do swojej sakwy jabłka. I niezauważony wstał, gdyż był otoczony wieloma ludźmi. Również bez problemu udało się podkraść kilka bochenków chleba, a ludzie mijający ich na ulicy myśleli że chodzą z rodzicami. A to po prostu są ich zakupy.

Wprowadzenie do "Złodziej też ma prawo się zakochać"

W krainie Amaturs dwa państwa toczyły długą i krwawą wojnę. W dużym mieście Warton żyje chłopak o imieniu Ewan. Na chwilę obecną ma on 12 lat. Jest blondynem, o czerwonych oczach. Jego rodzice zginęli na wojnie kiedy on miał 10 lat. Od tego czasu żyje razem w kanałach swego miasta, kradnąc by żyć.