niedziela, 28 września 2014

"Gapisz mi się na majtki?" Rozdział IV + bonus

Serdecznie przepraszam za braki w opowiadaniach, i ogólną pustkę. Może mój mózg jest wypełniony pomysłami, ale niestety nie do tego opowiadania. Proszę o wybaczenie wszystkich czytelników. All

Rozdział IV Przykładny brat, ukochany kuzyn.

            - No, jak się wypinasz przed moją twarzą i celowo zakładasz taką bieliznę.
            - Nic a nic się nie zmieniłeś kuzynku. – dziewczyna usiadła obok również siedzącego Wolframa i oparła głowę na jego ramieniu.
            - Co robisz w Krakowie?
            - Postanowiłam przenieść się tu do szkoły. A poza tym z chęcią będę opiekować się moim zabandażowanym kuzynkiem.
            - Szczytny cel…
            - Też tak myślę…

            - Nie powinniśmy mu przeszkadzać… - jęczała Aneta nad uchem Oli. – On musi teraz odpoczywać…
            - Daj spokój! – niebieskooka ciągnęła drugą dziewczynę po białym korytarzu szpitala, z widoczną determinacją w oczach. – Jestem pewna że się ucieszy!
            - No ale…
            - Za późno! – Aleksandra otworzyła drzwi pokoju Wolframa i zamilkła. Jaka może być inna reakcja dziewczyny która widzi jak jej chłopak jest wykorzystywany jako poduszka dla innej!
            - O, Ola, cześć. – uśmiechnął się do niej.
            - Cześć? Cześć!? Tylko tyle masz mi do powiedzenia!?
            - Ale o co chodzi?
            - Ja tu dwa dni jak głupia siedziałam, a ty teraz obściskujesz się z inną!?
            - To moja kuzynka…
            - I co z te… kuzynka?
            - Tak, kuzynka, jestem Alicja Jurewska.
            - O… Ola Kwiatkowska… przepraszam… - zawstydzona niebieskooka dziewczyna wybiegła z drzwi w stronę wind, a Wolfram zobaczył swoją siostrę.
            - Aneta!
            - Cz…cześć… - przywitała się niepewnie po czym chwiejnym krokiem weszła do pomieszczenia. Dziewczyna wyciągnęła zza pleców siatkę i podarowała ją blondynowi.
            - Może ja was na chwile zostawię? – zaproponowała Alicja, po czym również wyszła. Chłopak sięgną do środka i wyjął swojego pluszaka, ale był zszyty. Nieudolnie ale zawsze był.
            - Przepraszam że go popsułam… ja… ja… jak się dowiedziałam że spotkałeś Ole i jeszcze przez telefon powiedziałeś że nic ważnego nie robisz… wybuchłam… - po jej policzkach zaczęły spływać słone łzy. Wolfram klepnął lekko kilka razy łóżko, dając znać siostrze żeby usiadła obok, ta tak zrobiła i dla jej zdziwienia blondyn mocną ją przytulił.
            - To ja przepraszam że na ciebie nakrzyczałem… Po prostu ten pluszak jest dla mnie ważny…
            - Ale dlaczego taki jest? A, pamiętam… dostałeś go od Alicji, tak? – Wolfram spojrzał na nią z niedowierzaniem.
            - Nie. – odparł. – od ciebie… osiem lat temu. Obiecałem ci że będę się nim opiekować… nie pamiętasz?
            Dopiero teraz Aneta zaczęła przypominać sobie o kolejnym wydarzeniu z przeszłości. Kiedy to ona, Wolfram, Alicja i ich rodzice pojechali do wesołego miasteczka. Blondyna miała wtedy sześć lat i cały czas chciała trzymać się obok Wolframa, który chodził za rękę z Alicją od stoiska do stoiska. Aż w końcu dotarli do automatu z łapką o sprytnej nazwie „złap mnie”. Mała blondynka zazdrosna o to, że jej brat nie zwraca na nią uwagi postanowiła że złapię coś z maszyny i mu da. Miała tylko jeden problem, a mianowicie jej wzrost. Nie sięgała do gałki, więc co dopiero nie wiedziała co mogła by wyciągnąć. Z trudem zaciągnęła do tego ojca, który postanowił że zagra za nią, ale tylko raz. On, jak i jego córka mieli olbrzymie szczęście bo udało się wygrać pluszowego królika. Blondynka złapała go i popędziła prosto do Wolframa. Niepewnie pociągnęła jego bluzę, co skutkowało tym że się odwrócił. Aneta troszkę zawstydzona podała mu pluszaka.
            - Dla braciszka…
            -  Naprawdę?
            - T… tak…
            - Dziękuje! – brat naprawdę się ucieszył z tego prezentu.
            - Braciszek będzie się nim opiekować?
            - Będzie. – odpowiedział i złapał ją za dłoń. Dzięki temu Wolfram chodził cały dzień pod rękę z Anetą i Alicją. A królik dzielnie czekał w jego plecaku.
            Blondynka mocno przytuliła się do brata wylewając z siebie wodospad łez. Wolf przytrzymał ją przy sobie i zatopił swoją dłoń w jej włosach, powoli i delikatnie głaszcząc. Oraz wsłuchiwał się w płytki i urywany oddech jego siostry, który stabilizował się co chwilę. A już po chwili, nie wiedzieć czemu Aneta zasnęła. Do pokoju wróciła Alicja.
            - Cóż za miły widok, kochające się rodzeństwo. Ola poszła do domu, była zbyt zawstydzona tym co zrobiła.
            - Zasnęła…
            - Naprawdę, ale słodko.
            - No… - Wolf wciąż głaskał ją po głowie. Alicja podeszła bliżej i usiadła na krześle obok łóżka. Spojrzała z lekkim żalem na rodzeństwo.
            - Mną też byś się tak zajął? Jak kiedyś…
            - To zależy… - uśmiechnął się i przesunął się tak, by być na środku łóżka, a Aneta po prawej. Alicja zrozumiała sugestie i położyła się po lewej, chłopak natychmiast zatopił dłoń w jej włosach i zaczął ją głaskać. - … od tego czy ty również będziesz się mną zajmować… jak kiedyś…
Blondynka na chwile podniosłą się i pocałowała chłopaka w policzek, po czym znowu się położyła i również usnęła. Wszystko było przyjemne i idealne, do czasu, kiedy to pielęgniarka nie wtargnęła do pokoju i wygoniła zaspane dziewczyny.
            Tydzień później Wolfram został wypisany ze szpitala, wrócił do domu, gdzie zamieszkała również Alicja a rodzice już wrócili. Jak tylko pierwszy raz przeszedł przez próg swojego pokoju, zobaczył jak już zniecierpliwieniem czekała na niego kuzynka.
            - Widzę że lepiej się czujesz. – powiedziała, zanim zdążył jeszcze zamknąć drzwi.
            - Gips ciągle mi przeszkadza, ale da się wytrzymać.
            - Cieszę się. – uśmiechnęła się, ale to nie był zwykły uśmiech. Widać było że coś się za nim kryje. – Jak ci idzie z Olą?
            - A jak ma iść, jak ostatni tydzień spędziłem leżąc w szpitalu…
Dziewczyna słysząc to lekko zachichotała i machnęła ręką dając oczywisty znak „oczywiście”.
            - Całowaliście się już?
Blondyn od razu się zaczerwienił i odwrócił wzrok na półkę za zdjęciami, gdzie prawie natychmiast podeszła blondynka i wzięła jedno z ramek. Na zdjęciu była ona i Wolf, a Alicja całowała kuzyna w usta. Mieli w tedy może siedem, albo osiem lat. Blondynka uśmiechnęła się na to zdjęcie.
            - To chyba był twój pierwszy?
            - Tak, twój też.
            - Takiś pewien?
            - Jak najbardziej.
            - Całowaliście się już?
            - Coś taka ciekawa?
            - Tak czy nie?
            - Nie.
            - To dobrze.
            - Dla… - Wolfram nie dokończył pytania bo Alicja pchnęła go na ścianę i zatopiła usta w pocałunku z kuzynem. Blondyn na początku chciał odskoczyć, ale za plecami miał tylko i wyłącznie ścianę. Bardzo dobrze sobie to obmyśliła, ale popełniła jeden, jedyny błąd. Na ścianie była zawieszona tablica korkowa, której gwóźdź wbił się w łopatkę chłopaka, lecz on nic z tym nie zrobił.  Złapał dziewczynę i obrócił ją, zajmując jej miejsce. Lecz pomyślał przedtem i uderzając nią o ścianę postarał się by nie doświadczyła tego co on. Jego zdrowa ręka zatopiła się w długich, blond włosach dziewczyny, a prawą, mimo gipsu objął Alicje w pasie. Mimo bólu łączącego się z tym, musiał przyciskać ją do siebie… chciał czuć jej ciało jak najbliżej swojego. Gdy lekko otworzyła usta i posmyrała języczkiem po całujących wargach chłopaka dała mu znać, że oczekuje głębszego i bardziej podniecającego dla obojga pocałunku. Wolfram nie czekał, tylko wślizgnął swój język do jej ust, badając wnętrze najdokładniej jak tylko potrafił. Nie raz ich języczki splatały się, wymieniając ich ślinę. Aż w końcu oderwali się od siebie, dysząc i sapiąc łączyła ich tylko stróżka śliny.
            - Było… było… - ciężko sapała.
            - Dobrze?
            - Nie… zajebiście wspaniale.
            - Dzięki. – chłopak syknął z bólu gdy przyciągnął Alicje do siebie.
            - Cały czas cię to boli?
            - Niestety…
            - Nawet gdy mnie objąłeś i… całowałeś?
            - Tak… ale było… warto… - pocałował ją w policzek dając znać, że ból był warty poświęcenia. Mimo tego nie mógł się powstrzymać i znów zatopił usta w pocałunku. Tym razem nie przyciskał dziewczyny przy ścianie, tylko rzucił ją na łóżko i przybierając pozycję na czworaka zatopił się w jej ustach, dokładnie badając je językiem. Mimo iż to wszystko wiązało się z wielkim podnieceniem to nie planowali zajść dalej, nie chcieli by tego, jeszcze nie, przecież są rodziną. Gdy oderwali się od siebie to znów, tylko ślina ich łączyła. Alicja czuła jak męskość jej kuzyna rośnie, ale nic z tym nie robiła, tylko uśmiechnęła się lubieżnie i skomentowała to.
            - Mój zboczony kuzynek…
Ale jedyne co otrzymała to kolejne pocałunki.
            Ich zbliżenie trwało około godziny, skończyło się na tym że dziewczyna opadła całkowicie z sił i już nie błądziła po twardych plecach Wolframa, tylko oddała się w objęcia Morfeusza, co bardzo cieszyło chłopaka, że to dzięki niemu. Blondyn ruszył do kuchni, gdzie czekał na niego jogurt morelowy, ulubiony smak chłopaka. Prezent od siostry, a skąd wiedział? Obok niego była kartka żeby zjadł i grzecznie czekał na obiad. Uśmiechnął się i rzucił się z deserem na kanapę, gdzie już po chwili od zjedzenia jogurtu, usnął.

Rozdział dodatkowy IV.I Przysięga.


Podczas zachodzenia słońca, dwójka dzieci siedziała na wzgórzu i patrzyła w dal, w stronę horyzontu. Dziewczynka złapała delikatnie chłopca za rękę.
           
- Wolfram… - zaczęła ośmioletnia Alicja.
            - Co chcesz? – zapytał słodko wyglądający ośmiolatek.
            - Czy jeśli dorośniemy… to…
            - To co?
            - Weźmiemy ze sobą ślub?
Chłopiec uśmiechnął się uradowany.
            - Dlaczego nie, przecież już zawsze będziemy razem.
            - Przysięgasz?
            - Tak.
            - Dzięki… - dziewczynka spojrzała w oczy kuzyna i pocałowała go. Co uchwycili na zdjęciu ich rodzice.

niedziela, 24 sierpnia 2014

"Gapisz mi się na majtki?" Rozdział III

Rozdział III Hetman na lodach.

                Sobota, godzina jedenasta. Do prawie pustego domu Kwiatkowskich, ktoś usilnie wydzwania domofonem. Kamil, jako jedyna osoba która aktualnie tam przebywała w budynku, otworzył drzwi. Nie mógł uwierzyć kogo zobaczył. Przy furtce stał jego chłopak. Czarnowłosy osiemnastolatek powitał Kamila serdecznym uśmiechem.
            - Kamil. Cześć, wpuścisz mnie?
            - Jasne Adaś. Miałeś wyjechać do babci.
Obydwaj weszli do domu, czarnowłosy zdjął obuwie i usiadł na kanapie w salonie, a tuż obok niego Kamil. Adam objął go ręką.
            - No miałem, ale nie pojechałem. O, zobacz co mam. – zza placów wyjął karton z czekoladkami, napis wskazywał że są one z nadzieniem wiśniowym.
            - To dla mnie? – zapytał lekko się rumieniąc.
            - Nie, dla tego idioty za tobą.
            - Dzięki Adaś, pamiętałeś że to moje ulubione! – Kamil rzucił się na Adama i wtulił się z całej siły w niego. Czarnowłosy odwzajemnił uścisk i pogłaskał chłopaka po włosach.
            - Coś cię gryzie? – zapytał po chwili głaskania, co dla blondyna było bardzo przyjemne.
            - Moja siostra spotyka się z takim fagasem z mojej klasy, no i…
            - Nie podoba ci się to?
            - Oczywiście! Wczoraj go dopiero poznała i… i…
            - I ty też? – dokończył za niego.
            - Tak, i ja też…
            - Nie martw się. – Czarnowłosy chwycił podbródek Kamila i podniósł go do góry. – Moi kumple się nim zajmą, a ja musze się zająć… tobą. – po tych słowach złączył swoje wargi z ustami swojego chłopaka.
            Kilka godzin później Wolfram bez słowa do siostry wyszedł na spotkanie z Olą. Wybrali się razem na aleje pokoju. Aleksandra miała na sobie białą, jednoczęściową sukienkę, nie miała makijażu, tym bardziej nie było widać biustonosza, a na nogach miała równie białe baleriny, w kilku słowach „biała dama”. Przywitała się pocałunkiem w policzek i razem przeszli przez park aż dotarli do piekarni. Mimo iż powinni tam sprzedawać chleb, można było tam dostać lody, więc kupili sobie po gałce. Blondyn zakupił czekoladową gałkę, a jego partnerka waniliową. Usiedli przed budynkiem i rozkoszowali się rozmową i zimnym deserem.
            - Więc lubisz czekoladę? – zapytała z uśmiechem.
            - Wiesz lubię słodkie, jedzenie i dziewczyny.
Dziewczyna słysząc te słowa zarumieniła się zakłopotana.
            - A mnie lubisz?
            - Powiedziałem przed chwilą. – po tych słowach dziewczyna kompletnie stałą się czerwona, a Wolf uśmiechnął się znacząco.
            Gdy nagle do stolika podeszło czterech typów spod czarnej gwiazdy. Ola i Wolfram od razu wstali i wspólnie krzyknęli.
            - To on! – po czym spojrzeli na siebie. – Znasz go? – znowu powiedzieli razem.
            - Hetman. – powiedział blondyn.
            - Kochaś mojego brata… - dodała Aleksandra.
            - Kamil jest gejem?
            - Tak…
            - Cisza! – Adam krzyknął, uderzając pięścią w stół. – Masz się z nią nie spotykać!
            - Bo co?!
Po jego wulgarnym pytaniu trzech łysych mężczyzn wyciągnęło pałki teleskopowe wymierzając je w stronę blondyna.
            - Bo wpierdol!
Wolfram uśmiechnął się i szybkim ruchem uderzył jednego z ludzi Hetmana w twarz, tym samym powalając go na ziemie.
            - Uciekaj! – krzyknął do białej damy, która zaczęła krzyczeć ze strachu. Wysłuchała tego co jej kazał blondyn i zaczęła uciekać. Mniej szczęścia miał Wolfram, ponieważ tuż po tym jak dziewczyna zniknęła za rogiem budynków, on został atakowany. Jeden cios w rękę spowodował syknięcie z bólu, drugi w żebra. Blondyn splunął krwią na twarz jednego z oprawców. Zaczęły się kolejne ciosy, brzuch, ręka, głowa. Po tym ostatnim szarooki padł na ziemie omdlały, lecz jego kaci nie przestawali go bić.
            Ola miała niewiarygodne szczęście, uciekając wpadła na patrol policji. Złapała jednego z policjantów za rękę i krzycząc o tym że jej chłopaka biją ciągnęła go w stronę piekarni. Po chwili dotarli do celu, a stróże prawa zakuli hetmana i jego ludzi. Aleksandra z płaczem podniosła zakrwawionego blondyna.
            - Wolf, proszę, otwórz oczy i powiedz że nic ci nie jest.
            - Proszę się odsunąć. – powiedział jeden z funkcjonariuszy.
            - Nie! Wolf! Obudź się! Reanimacja szybko!
            - On nie umarł! – policjant z trudnością odciągnął dziewczynę od zemdlałego blondyna.
            Gdzie ja… jestem? Łóżko? Białe ściany… to nie mój pokój… ała, ciężko mi oddychać… nie mogę się ruszać… ból… bandaże? Tak, pobili mnie! Co z Olą!? Uciekła. Ból… - takie myśli przelatywały Wolframowi przez głowę. Udało mu się delikatnie podnieść, tak by zobaczyć kalendarz naprzeciw łóżka.
            - Piąty września! – krzyknął tak głośno, że do środka wbiegła zaalarmowana pielęgniarka.
            - Co się stało?
            - Gdzie ja jestem?
            - W szpitalu…
            - Ale jak to… co z Olą?
            - Tą blondynką co z tobą przyjechała?
            - Tak… chyba tak…
            - Siedziała tu dwa dni bez przerwy. Dopiero w poniedziałek udało nam się ją odesłać do domu. Cały czas siedziała obok ciebie po operacji…
            - Operacji? – przerwał jej.
            - Ma pan złamane dwa żebra i prawą rękę. Miał pan wstrząs mózgu i lekki krwotok wewnętrzny. Był pan w śpiączce.
            - Czy może pani dla mnie coś zrobić?
            - Oczywiście.
            - Zadzwoniła by pani do mojej siostry?
            - Pana siostra była już nie raz informowana o pana stanie. Ale nie przyszła…
            - Aha… dziękuje

            Wolfram teraz najchętniej zwinąłby się w kłębek i zacząłby płakać, nie mógłby, był w szpitalu, miejscu publicznym, a co jeśli by ktoś go zobaczył w takim stanie . Musiał się wziąć w garść, choć i tak najbardziej marzył o tym by przytulić do siostry. Nawet nie wiedząc o tym, jedna samotna łza spłynęła mu po policzku.
            - Wolf, ty płaczesz? – zadał pytanie głos dziewczyny stojącej w drzwiach. Blondyn doskonale pamiętał ten delikatny głosik. Należał on do zielonookiej blondynki o rysach twarzy takich, że nie jeden mężczyzna oszalałby z miłości do niej, oraz piersi wielkości średniego jabłka. To była Alicja, ukochana kuzynka Wolframa, z tego samego rocznika.
            - Alicja, co ty tu robisz?
            - Słyszałam o twojej bójce.
            - No wiesz…
            - Jakim idiotą trzeba być, by samemu rzucić się na czterech gości!?
            - Alicja no…
Na siedzącego chłopaka, całego w bandażach, rzuciła się zielonooka dziewczyna i mocno przytuliła kuzyna, który jęknął z bólu.
            - Przepraszam… - wyszeptała mu do ucha.
            - Ja też…
Alicja szybko odskoczyła od łóżka i jakby celowo podeszła do okna i wypięła się tak, by ukazać to, co było pod krótką spódnicą. A mianowicie mocno czerwone majtki, co lekko zakrywały pośladki. Blondynka odwróciła się i uśmiechnęła się znacząco.
            - Gapisz mi się na majtki?